Horseland - Znowu w siodle

 

                                       Rozdział 1                                 


  Był jasny dzień. Shep przechadzał się wokół stajni. Pasterski pies uwielbia przebywać na ranczu Horseland. 
  Dla ludzi jest to doskonałe miejsce, żeby trzymać, doglądać i ujeżdżać konie. Jest to także wspaniałe miejsce, żeby poznawać nowych przyjaciół i przeżywać niewiarygodne przygody.
  Dla koni jest to miejsce, w którym jeźdźcy się o nie troszczą, a konie bardzo się do nich przywiązują. To także doskonałe miejsce, żeby porozmawiać o tym, co słychać w świecie.
  W kucykowie zwierzęta rozmawiają ze sobą, ale ludzie tego nie słyszą. 
  Shep traktuje ranczo jak swój dom. Jego praca polega na pilnowaniu koni, żeby trzymały się w stadzie, a konie są mu posłuszne, nawet, jeśli nie zawsze się z nim zgadzają. Gdy ma się do czynienia z siedmioma końmi - i siedmioma różnymi charakterami - nie ma czasu na nudę. 
  - W Kucykowie zawsze coś się dzieje - powiedział Shep do Angory, gdy wyszedł zza stajni i zobaczył puszystą, szarą kotkę, która wylegiwała się na stogu siana.
  Angora ziewnęła i przeciągnęła się.
  - Tak - powiedziała cierpko. - Tyle się dzieje, że przyzwoity kot nie może w spokoju uciąć sobie drzemki.
  Zeskoczyła na ziemię i szybko dołączyła do Shepa.
  Shep popatrzył na Angorę i uśmiechnął się. Wiedział, że kotka miewa humory.
  - Rozchmurz się, Angoro - powiedział. - Jest dziś tak pięknie.
  Gdy tylko przeszli kawałek drogi, Angora zatrzymała się przed kałużą błota.
  - A co jest pięknego w wielkiej kałuży błota, która pojawiła się na mojej drodze? - spytała poirytowana Angora.
  Przejdź przez nią - zaproponował Shep. Angora popatrzyła przerażona.
  - Chyba żartujesz! - wykrzyknęła.
  Nie była zainteresowana tym, żeby się wybrudzić i zmoknąć.
  - To tylko małe błotko. Dawaj, tchórzliwy kocie - dokuczał jej Shep. - Spróbuj!
  Angora zmrużyła oczy. Uwielbiała wyzwania i była gotowa sprostać również temu.
  - Myślisz, że nie dam rady? Patrz! - stanęła na tylnych łapkach i z kocią gracją przeskoczyła nad kałużą. - No! Udowodniłam ci! - powiedziała do Shepa, gdy znalazła się po drugiej stronie.
  Shep uśmiechnął się, bo właśnie zbliżała się świnka Teeny.
  - Cześć, Shep - powiedziała świnka. - Ładny dzień, prawda.
  Po czym spojrzała w dół na kałużę błota.
  - Oj, ale to nie jest ładne.
  - To tylko błoto, Teeny - powiedział Shep. - Czego się boisz?
  - Nie boję się błota - odpowiedziała Teeny. - Tylko nie bardzo je lubię. To nie w moim stylu.
  Teeny była nietypową świnką, bo nie lubi być brudna. Do tego jest pomysłowa - utrąciła drewnianą deskę i przerzuciła ją wzdłuż kałuży. W ten sposób zrobiła mostek.
  Shep uśmiał się z tego, co wymyśliła świnka. Ta potruchtała przez mostek, a jej ogonek z różową kokardką żwawo podskakiwał. Obok, przez błoto brodził Shep.
  Gdy przedostali się na drugi brzeg kałuży, Shep powiedział:
  - Nie ma nic złego w strachu. Każdy w swoim życiu musi stawić czoła różnym wyzwaniom. Ważne jest to, jak sobie z nimi poradzimy.
  Shep pomyślał o tym, co się zdarzyło kilka dni wcześniej.
  - Przypomniało mi się właśnie, jak Molly musiała pokonać swój strach...





Rozdział 2 


  - Już gotowe? - spytała Sara. 
  - Tak, prawie - odpowiedziała Molly, gdy ustawiła stojak z drewnianych drągów, ułożonych w kształcie litery X. 
  Dziewczynki pomagały przygotować płotki i inne przeszkody na placu na sesję trenowania skoków. 
  Sara Whitney i Molly Washington to dwie dziewczynki, które trenują i mają swoje konie na ranczu. Pochodzą zupełnie innych rodzin, Sara z bogatej, a Molly z mniej zamożnej. Obie dziewczynki łączyło jedno - miłość do jazdy konnej i koni. Dlatego zostały przyjaciółkami.
  W innej części placu Alma Rodriguez i Bailey Handler byli zajęci ustawianiem żerdzi po drugiej stronie żywopłotu. Z każdej strony krzewów powinny być ustawione bale we właściwych miejscach. 
  - Gotowe - powiedziała Alma, gdy skończyła zakładać ostatni drąg na stojaku po swojej stronie.
  Bailey ustawił ostatni drąg po drugiej stronie żywopłotu. Otarł czoło.
  Jego rodzice byli właścicielami Horselandu, co nie znaczy, że w związku z tym nie miał pracować na ranczu. Na szczęście mógł jeździć konno tak często, że warto było pracować tak ciężko.
  - Zawsze jest o jedną przeszkodę więcej do zdobycia - powiedział Bailey.
  Odwrócił się i spostrzegł dwie dziewczynki, które siedziały z boku i wcale nie wyglądało na to, że chcą mu pomóc.
  - Typowe. Chloe i Zoey siedzą cały czas, podczas gdy my ciężko pracujemy.
  Chloe i Zoey Stilton były niewiarygodnie bogatymi, rozpieszczonymi dziewczynkami,  które 
  uważały się za lepsze od wszystkich. Pomysł, żeby komukolwiek pomogły, był dla nich nie do przyjęcia.
  Alma spojrzała na Chloe i Zoey i przewróciła oczami. W ogóle nie była zdziwiona. Ona poznała wartość ciężkiej pracy dzięki swojemu tacie, który był kierownikiem na ranczu. Znała też dobrze Chloey i Zoey, więc wiedziała, że nigdy nie zaoferują swojej pomocy.
  Pośrodku placu stał Will Taggert i patrzył, jak idzie praca. Najstarszy z jeźdźców, czternastoletni, miał największe doświadczenie i był bardzo odpowiedzialny. Tego dnia miał uczyć innych skakać przez przeszkody.
  Tor przeszkód był już prawie gotowy.
  Wszyscy się uśmiechnęli. Nie mogli się doczekać rozpoczęcia treningu. W końcu niebawem miały się odbyć zawody.


  Shep, Angora i Teeny siedzieli w cieniu drzewa i patrzyli na plac treningowy.
  - Shep, co tu się dzieje? Co to za zamieszanie? - zapytała Teeny. Czujna świnka biegała w kółko. - Naprawdę dużo się tu dzisiaj dzieje! 
  Shep popatrzył na podekscytowaną świnkę i uśmiechnął się.
  - Sądzisz, że dużo?! Zobaczysz, co będzie się działo później. Dzieci przygotowują się do zawodów w skakaniu - wyjaśnił.
  W oku Angory pojawił się błysk.
  - Jeśli nie będą uważać, to będą to zawody w spadaniu - podśmiewała się. Uwielbiała atrakcyjne wydarzenia.
  - Angoro, nie bądź aż tak kocio złośliwa - Shep zwrócił jej uwagę.
  Angora spojrzała na niego porozumiewawczo. 
  - Posłuchaj, wiemy to oboje. Gdzie są skoki, tam też są upadki.
  Sara i Bailey właśnie przyciągali ze stajni na plac do ćwiczeń ostatnie drążki na poprzeczki.
  Wszystkie konie stały w swoich boksach naprzeciwko siebie. Zwierzęta spięły się, gdy ujrzały Sarę i Baileya. Gdy ludzie wyszli, podekscytowane konie zaczęły mówić.
  - Uwielbiam zawody! - powiedział Aztek z iskrą w oku. 
  Mustang Kigera był koniem Baileya i, tak jak Bailey, uwielbiał podejmować ryzyko.
  - Skoki przez przeszkody, a w grzywie wiatr to prawdziwa gonitwa! Nie mogę się doczekać! - zarżał i odrzucił do tyłu brązową grzywę.
  - Nie daj się ponieść emocjom, Azteku - odezwał się ze swojego boksu Chili. 
  Szary holenderski ogier gorącokrwisty należał do Chloe. Tak jak jego właścicielka, był arogancki i złośliwy. 
  - Jeśli ktokolwiek tutaj ma wygrać te zawody, to będę to ja - powiedział.
  Po drugiej stronie łaciata klacz Almy, o imieniu Button, spojrzała na Kalipso, która stała w boksie obok. 
  - Chili wciąż jest pewny siebie - powiedziała Button do Kalipso. 
  Obie wiedziały, jak bardzo zarozumiały potrafi być Chili. Kalipso zasmuciła się.
  - Chciałabym móc powiedzieć to samo Molly - powiedziała nakrapiana klacz. - Nie oddałyśmy razem zbyt wiele skoków. Myślę, że ona może się bać i jej strach udzieli się również mnie. 
  - Kalipso, Molly zrobi wszystko dobrze - uspokajała ją Button. - Prawda, Scarlet? 
  Button rzuciła okiem na Scarlet. Ta odpowiedziała kiwnięciem głową i odwróciła się od nich. Czarna arabska klacz jęknęła z bólu. 
  - Mam tylko nadzieję, że nie zrzucę Sary - powiedziała do siebie Scarlet i zmartwiona pokręciła głową. 
  Button i Kalipso spojrzały po sobie. Co się stało Scarlet... i dlaczego coś ukrywała przed nimi?


Rozdział 3


 Gdy skoki na placu miały się wreszcie rozpocząć, jeźdźcy żwawo poszli do stajni po swoje konie.
  - Kto chce jechać pierwszy? - zapytał Bailey.
  - Nie ja - powiedziała Molly.
  - Ja pojadę - zaoferowała się Alma. Wszyscy weszli do stajni i każdy podszedł do swojego konia. Konie z kolei bardzo się ucieszyły, gdy ujrzały swoich jeźdźców.
  - Hej, Scarlet! - zawołała Sara do swojej klaczy, gdy zbliżyła się do jej boksu. - Jak się miewa moja dziewczynka? Gotowa na kilka skoków? - spytała i czule potarła jej nos. 
  Gdy Sara wyprowadziła konia z boksu na plac, Scarlet robiła wszystko, by ukryć smutek w swoich oczach.
  Po chwili wszyscy przynieśli swoje toczki i wsiedli na konie. Stanęli w szeregu w jednym końcu placu. Will siedział okrakiem na swoim koniu Jimberze, ogierze palomino z czarnymi pasmami na złotej grzywie i ogonie. Will i Jimber chodzili w przód i w tył, a Will prowadził popołudniową lekcję.
  - Słuchajcie - zaczął Will. - Tu są wszystkie rodzaje przeszkód, jakie będziecie skakać podczas zawodów. - Przystawał przy każdej przeszkodzie, jaką pokazywał. - Jest bramka, płotek, poprzeczka, kilka równoległych barierek i okser, który składa się z żywopłotu i barierki.
  Molly spojrzała na Willa szelmowsko.
  - Aha, na wypadek, jakbyście zapomnieli: z chęcią podniesiemy poprzeczkę! - powiedziała.
  Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Will. Spojrzał przyjaźnie na Molly, gdy znów stanął na swoim koniu twarzą do grupy.
  - Ty też zrobiłaś kawał dobrej roboty - Will uniósł kciuk do góry. - Teraz nauczymy się, jak przez te przeszkody przeskakiwać.
  Will spojrzał na swojego kuzyna, Baileya, i spytał:
  - Dlaczego nie chcesz jechać pierwszy?
    Bailey otworzył szeroko oczy i uśmiechnął się. On i Aztek uwielbiali skakać i bardzo chcieli pojechać na początku.
  - Czas jechać, Bailey - zachęcała go Sara.
  Bailey trącił Azteka i podeszli do Willa i Jimbera.
  Will wskazał na niższą przeszkodę.
  - Zobaczmy najpierw, jak ci pójdzie skok przez tę niższą poprzeczkę - powiedział.
  Bailey przytaknął, spojrzał na barierkę i mocno się skoncentrował. Wtedy on i Aztek pokłusowali w jej stronę i z wdziękiem przez nią przeskoczyli. Miało się wrażenie, że zrobili to z ogromną łatwością.
  Wszyscy bili brawo i wiwatowali.
  - Wspaniale, Bailey! - wołała Sara.
  - Brawo! - krzyczała Alma.
  - Dobra robota, Bailey - powiedział mu Will.
  Chloe i Zoey klaskały z uprzejmości.
  Po pięknym pokazie skoków Bailey i Aztek powrócili do grupy.
  - Chloe, widziałaś Baileya? - zapytał Will.
  - Zawsze go oglądam - odpowiedziała Chloe.
  Nie było tajemnicą, że Bailey bardzo podobał się siostrom. Chloe posłała mu całusa i razem z Zoey zachichotały, bo ten się zaczerwienił.
    - Dobrze, w porządku - powiedział poważnie Will. - Teraz powiedzcie mi coś o technice jego skoku.
    Chloe oparła głowę na dłoni i intensywnie myślała. Odtwarzała w pamięci skok Baileya i opisywała go Willowi.
    - Podbiegł kłusem do barierki - zaczęła.
    Zastanawiała się, co Bailey zrobił z piętami, i przypomnieła sobie, że opuścił je nisko w strzemionach.
    - Gdy zaczynał się skok, Bailey ściągnął pięty w dół i wychylił się odrobinę do przodu oraz ustawił plecy zgodnie z ruchem konia - wyjaśniła. Następnie opowiedziała, jak efektywnie Bailey zakończył swój bieg. - Nienaganny skok - dodała.
    - To było wspaniałe, Chloe! Wszystko się zgadza - powiedział Will i mrugnął do niej. W głębi ducha był zaskoczony, że to właśnie Chloe przedstawiła tak obrazowy i dokładny opis skoku. Ucieszyło go, że przeglądała się biegowi tak uważnie.
    Popatrzył na pozostałych sześciu jeźdźców.
    - Zatem Chloe przyglądała się Baileyowi - powiedział. - A gdzie patrzył Bailey?
    Molly skoncentrowała się.
    - Gdzie on patrzył? - zastanawiała się.
    - Hmm... - myślała Sara. I nagle olśniło ją: - Na przeszkodę!
    Will przyznał jej rację.
    - Właśnie! Patrzył prosto przed siebie między uszami Azteka, na barierkę i poza nią, tam, gdzie chciał wylądować - wyjaśnił.
    - Aaa... - odezwali się wszyscy.
    Zrozumieli już, jak przebiegają etapy skoku.


    Skokom przyglądali się Shep, Angora i Teeny. Angora jednak nie była zbyt zachwycona skokiem Baileya.
    - Wielka mi sprawa - powiedziała. - Nawet ja mogłabym tak skoczyć.
    - Z Baileyem na twoich plecach? - dokuczał jej Shep. 
    Angora popatrzyła na niego z wściekłością.
    - To nie ma nic do rzeczy.
    Troje zwierząt patrzyło jeszcze na skoki kilka minut, po czym Angora przeciągnęła się i powiedziała:
    - Eee tam, wieje tu nudą - popatrzyła na Shepa i Teeny. - Idzie ktoś bawić się kłębkami przędzy?
    Shep pokręcił głową.
    - Ja nie, chcę patrzeć, jak oni skaczą.
    - Ja też nie! - dodała Teeny, która właśnie ocierała się o jedną z barierek, bo ją coś swędziało.
    - I dobrze, mam to w nosie - powiedziała Angora.
    Była jednak rozczarowana, że reszta chciała zostać i oglądać skoki. Miała nadzieję, że niebawem ktoś zamiast skoczyć - spadnie.
    - To by się dopiero działo! - pomyślała.
    Była wielką psotnicą.



Rozdział 4


    Teraz Will chciał zobaczyć skoki pozostałych jeźdźców. 
    - Kto chce skakać następny? - zapytał.
    Zoey podniosła rękę. 
    - Ja mogę jechać. Uważasz, że Bailey dorze się spisał? Popatrz na mnie! - powiedziała pewnie.
    Jej koń, Pepper, była szarą holenderską klaczą gorącokrwistą, ciemniejszą na wierzchu, z gęstą grzywą i ogonem. Ona i Zoey wystartowały i z łatwością poszybowały ponad przeszkodą. 
    - Świetna robota - powiedział Will.
    - Mówisz? - odpowiedziała Zoey i przerzuciła włosy za ramię.
    - OK, Almo - zawołał Will. - Chcesz teraz pojechać? 
    Alma zgodziła się, odrobinę zdenerwowana. 
    - Uch... si. Tak. Chyba mogę.
    Molly trzymała kciuki za Almę.
    - Będziesz świetna! - powiedziała do niej zachęcająco.
    Alma wzięła głęboki oddech i skierowała Button na miejsce startu. Docisnęła pięty do boku konia, a koń się cofnął. Pokłusowały. Button wyskoczyła nad przeszkodę i idealnie wylądowała po drugiej stronie.
    - Almo, wspaniale! - wiwatowała Sara.
    - Kochana, zrobiłaś to! - dodała Molly.
    - Jak na razie, był to najlepszy skok! - powiedział Will, klaszcząc. - Ty i Button jesteście doskonale zgrane.
    Alma rozpromieniła się, a Button zaczęła paradować wkoło i dopiero po chwili dołączyła do grupy.
    Ale jedna dziewczynka nie cieszyła się skokiem Almy.
    - Jak na razie najlepszy? Nie sądzę - odezwała się Zoey.
    Razem z Pepper zadarły głowy.
    Chloe powiedziała do niej na ucho:
    - Nie martw się, siostrzyczko. Ocalę honor rodziny.
    Podniosła rękę i pomachała:
    - Hej, Will. Teraz ja! 
    - Skacz, Chloe - odpowiedział Will.
    Chloe i Chili przeszli na miejsce startu. Chili potarł kopytem o ziemię, po czym ruszył kłusem. Gdy dotarli do przeszkody, przednie nogi Chili oderwały się od ziemi dokładnie w chwili, gdy powinny to zrobić. Jednak Chloe spojrzała w dół, zaledwie przez sekundę. Nerwowo chwyciła powietrze... i po chwili także Chili złapał powietrze. Stracili wlaściwą pozycję i wtedy tylne kopyta Chili trąciły górną poprzeczkę przeszkody. Poprzeczka spadła i uderzyła o ziemię z głuchym łoskotem. Chili wylądował niezgrabnie, a Chloe ściągnęła cugle.
    Gdy Chloe i Chili powrócili do szeregu, Will podniósł poprzeczkę i ułożył ją z powrotem na miejscu. Potem dołączył do grupy.
    - To był przykład strącenia - wyjaśnił. - Czy ktoś wie, jaki błąd popełniła Chloe? 
    Ku zaskoczeniu Chloe to jej siostra podniosła rękę.
    - Nie patrzyła przed siebie - powiedziała Zoey.
    Chloe zgromiła ją spojrzeniem. Trwały zawody, więc to, że były siostrami, nie miało znaczenia. Każda z nich chciała być najlepsza. 
    - Zoey ma rację - powiedział Will, gdy wsiadł z powrotem na Jimbera. - Gdy Chloe spojrzała w dół, przeniosła swój ciężar do przodu, a to przeniosło do przodu także ciężar Chili. - Popatrzył na wszystkich wymownie. - Wszyscy musimy o tym pamiętać. Przy skokach trzeba doskonale zgrać się z koniem.
    Wszyscy jeźdźcy przytaknęli.
    - Molly, chcesz jechać następna? - zapytał Will.
    Molly ciężko oddychała i przełykała ślinę, gdy podchodziła na swojej Kalipso do miejsca startu. Nie miała wielkiego doświadczenia w skokach i martwiła się teraz, jak zakończy ten skok, który właśnie miała wykonać. Ale nie dała po sobie poznać, że się martwi, i powiedziała do Kalipso:
    - Damy radę, kochana. Damy radę!
    Nie wiadomo tylko, czy próbowała przekonać Kalipso, czy też raczej... siebie samą.
    Molly i Kalipso wystartowały kłusem do przeszkody. Wiatr zwiewał do tyłu białą grzywę Kalipso, a ta biegła coraz szybciej. Gdy były już blisko, Kalipso wyskoczyła, ale w najwyższym punkcie skoku Molly straciła równowagę!
    - Aaaaaahhh!!!! - krzyczała Molly.
    Wymachując rękami, wypadła z siodła! 
    Kalipso bezpiecznie przeskoczyła nad przeszkodą i od razu się odwróciła. Zaczęła szukać wzrokiem swojej właścicielki. Gdy ją zobaczyła na ziemi, zarżała zmartwiona.
    Molly leżała płasko na plecach i w ogóle się nie ruszała.

 Rozdział 5




    - Molly! - wykrzyknął Will, gdy zsiadł z Jimbera. On i cała reszta szybko przybiegli na miejsce, w którym Molly spadła z konia. - Nic ci nie jest?
    Molly cicho jęknęła, ale wciąż się nie ruszała.
    - Nie ruszajcie jej - Will ostrzegł pozostałe dzieci.
    Wiedział, że jeśli Molly ma złamaną jakąś kość, wówczas mogłoby być jeszcze gorzej.
    Sara doskoczyła do Molly i przyklęknęła przy jej drugim boku.
    - Molly, wszystko w porządku? Powiedz coś! - błagała.
    Molly nagle zaczerpnęła powietrza. Zaczęła kaszleć i w końcu złapała oddech. Bardzo powoli usiadła.
    - Trafiłam na nieprzychylny wiatr; to on mnie strącił z konia - powiedziała Molly.
    Will i Sara popatrzyli na siebie z ulgą. Pomogli jej stanąć na nogi. Trochę się chwiała, ale po za tym wszystko zdawało się w porządku.
    - Molly, chcesz spróbować jeszcze raz? - spytał Will, wskazując przeszkodę.
    Molly wachała się, ale po chwili pokręciła przecząco głową.
    - Niech inni jadą - powiedziała. Popatrzyła na Sarę. - Ty i Scarlet jeszcze nie próbowałyście.
    Sara uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki.
    - No jasne. Jedziemy - powiedziała.
    W głębi serca martwiła się. Chciała, żeby Molly spróbowała skoczyć jeszcze raz, ale domyślała się, jak jej przyjaciółka mogła się teraz bać.
    Molly chwyciła Kalipso za cugle i poprowadziła ją na miejsce, skąd wszyscy wracali na drugą stronę placu.
    Gdy Sara wsiadła na Scarlet, ta skrzywiła się z bólu.
    - Wszystko dobrze, malutka? - zapytała Sara i pochyliła się, żeby pogłaskać jej szyję.
    Scarlet szybko cofnęła szyję i udała, że nic się nie stało. Obie poszły na start.
    Sara skupiła się na tym, co ma zrobić, żeby pomyślnie zakończyć swój skok. Pognała konia naprzód i Scarlet rozpoczęła kłus. Gdy znalazły się tuż przed barierką, z łatwością przez nią przeskoczyły. Sara nawet nie zauważyła, że podczas lądowania konia coś zabolało... i o to Scarlet chodziło. Nie chciała, żeby Sara odkryła jej sekret - nieważnie jaki.



Rozdział 6


    Parę dni później Angora spokojnie drzemała na zewnątrz stajni w ciepłym, popołudniowym słońcu. Teeny siedziała w pobliżu i obserwowała ćwiczenia na placu treningowym. 
    - Siemanko! - odezwał się Shep, gdy do nich podszedł.
    Angora ziewnęła szeroko, lekko poirytowana tym, że ktoś śmiał przerwać jej drzemkę.
    - Widzę, że oni nadal pracują nad swoimi skokami - powiedział Shep, patrząc w stronę placu.
    Jednak Shep zauważył jeszcze, że kogoś brakuje. Rozejrzał się i dostrzegł Molly siedzącą na stogach siana, kilka metrów od placu. Molly obserwowała, jak inni ćwiczyli skoki. Kalipso była przywiązana do jednego ze stojaków, które podtrzymywały poprzeczki na placu. Kompletnie osiodłana, nie mogła się nigdzie ruszyć.
    - Całe dwa dni nie będzie jeszcze mogła wsiaść na Kalipso - powiedział smutno Shep.
    - Koń osiodłaby, ale nie można go ujeżdżać.
    - Ale dlaczego nie? - zapytała Teeny zdziwiona.
    - Pewnie się boi - odpowiedział Shep.
    - Ludzie określają to jako strach przed upadkiem - wyjaśniła Angora, przeciągając grzbiet. - Koty tego nie znają.
    - Właśnie - zgodził się Shep. - Jestem ciekawy, jak to przyjmuje Kalipso.
    Kalipso stała przy przeszkodzie i patrzyła to na Molly, to znów na plac. Nie zanosiło się, żeby miały dziś skakać, więc Kalipso posmutniała. Przeważnie z przyjemnością podejmowała się różnych zadań. Czuła się bezsilna, że nie może zrobić nic, by jej pani mogła znów wskoczyć na siodło.
    Wtedy właśnie Sara przywiązała Scarlet do barierki i przyszła, żeby z Molly porozmawiać. Gdy tylko Sara znalazła się poza zasięgiem głosu, Kalipso odezwała się:
    - To była moja wina. Wiem, że moja. Ona się wystraszyła i ja po chwili także.
    Scarlet poręciła głową.
    - Czasami jeździec upada. Musisz tylko... - jęknęła z bólu.
    Kalipso przyjrzała jej się z troską.
    - Scarlet, co ci się stało?
    - To nic takiego - odpowiedziała Scarlet, patrząc w dal. - Naprawdę.
    Ale Kalipso nie bardzo w to wierzyła.


    Sara zdjęła toczek i usiadła na stogu siana obok Molly.
    - Cześć, Saro - powiedziała Molly. - Świetnie ci idą ćwiczenia. Zawody też ci dobrze pójdą. Jestem tego pewna.
    Sara uśmiechnęła się, bo doceniała te słowa. Zwróciła się do swojej przyjaciółki:
    - Molly, masz jeszcze cały dzień na trening. Mogłabyś...
    Molly doskoczyła do niej.
    - Nie biorę udziału! Rozumiesz? - krzyczała.
    Sara podniosła ręce w obronnym geście.
    - W porządku. Przepraszam - powiedziała Sara i próbowała ją jakoś uspokoić.
    Ale nic nie działało. Molly denerwowała się tylko jeszcze bardziej.
    - Naprawdę! - krzyczała Molly. - Mogę nigdy więcej nie wziąć udziału w zawodach!
    Wybuchła płaczem i pobiegła do stajni.
    Sara była oszołomiona. Wcale nie chciała jej powedzieć czegoś takiego.
    - Molly, przepraszam! - wołała za nią. - Molly, nie myślałam, że...
    To nie miało sensu. Gdy Molly pobiegła, Sara została sama i poczuła się okropnie.



Rozdział 7

    W Kucykowie był mglisty poranek. Jeźdźcy wstali wcześnie, żeby przygotować się do ważnych zawodów, które miały odbyć się tego dnia.
    Po wyprowadzeniu koni ze stajni jeźdźcy zaprowadzili je do wielkiej przyczepy, kóra stała na zewnątrz. To właśnie tam zaczęło być nieprzyjemnie.
    - Jestem starszą siostrą! - powiedziała Chloe. - Mój koń powinien mieć najlepsze miejsce!
    Zoey to nie przekonało.
    - Dobra, dobra! Ukradłaś najlepszą uzdę Pepper! - oskarżyła swoją siostrę.
    - Nie ukradłam! - powiedziała Chloe.
    - Właśnie, że ukradłaś! - upierała się Zoey.
    - Więc? - powiedziała, krzyżując ramiona. - To dlatego zawsze chowasz gdzieś twój grzebień dla Pepper!
    I tak dalej, i tak dalej...

    

    Tymczasem Shep, Teeny i Angora przypatrywali się sprzeczce z oddali.
    - Tylko kłótnie i kłótnie - powiedziała Teeny, kręcąc głową. - Oczywiście, Chloe i Zoey uwielbiają się kłócić.
    Angora zaśmiała się z wyższością.
    - Och, Teeny, kłotnie dają życiu smaczku! - powiedziała. - Jeśli wszyscy by się ze sobą zgadzali, pomyśł, jak byłoby nudno.
    Shep popatrzył na nią.
    - Szczerze mówiąc, wolałbym się nudzić - powiedział.
    Angora wywróciła tylko oczami.
    Uwielbiała sprzeczki, kłótnie, awantury i gdy tak sobie siedziała na poprzeczce przeszkody, nie mogła się doczekać, co też się wkrótce wydarzy. Na zewnątrz przyczepy razem ze swoimi końmi czekali Bailey i Alma.
    Bailey kręcił głową.
    - Nie zamierzam wchodzić do środka - powiedział. - Ale jeśli te dwie się nie pospieszą, wszyscy się spóźnimy.
    Wtedy nadeszła Sara.
    - Zajmij miejsce, Saro - powiedział Bailey. Kierował ją do środka przyczepy. - Są tam siostry, znów pokłócone. 
    Alma rozejrzała się wokół.
    - A gdzie twój piękny koń, Saro?
    - Właśnie, o tym wam chcałam powiedzieć - zaczęła Sara. - Ja nie jadę.
    Baileya zamurowało.
    - Żartujesz? - zapytał z niedowierzeniem.
    Sara była jednym z najlepszych jeźdźców, dlatego Bailey nie wyobrażał sobie, że mogłaby nie wziąć udziału w zawodach.
    Alma była zupełnie zaskoczona.
    - Nie jedziesz? - spytała.
    - Naprawdę? Super! - odezwały się dwa głosy.
    Chloe i Zoey podeszły na koniec przyczepy. Nie ukrywały swojej radości w związku z tym, że Sara nie wystartuje. Teraz obie miały większą szansę, żeby zdobyć główną nagrodę - rozetę.
    Alma spojrzała na nie ponuro.
    - Wy dwie, wystarczy! - powiedziała i obróciła się do Sary. - Por que? Dlaczego? Źle się czujesz? 
    Sara zawahała się i popatrzyła w dal, zamyślona.
    - Nie, ja tylko... - Zdecydowała się powiedzieć prawdę. - Postanowiłam, że pomogę Molly znów wsiąść na konia.
    - Ale! - powiedział zaskoczony Bailey.
    - Caramba! - dodała Alma. - Czy chcesz, żebym także została? 
    Sara podziękowała jej:
    - Dziękuję. Myślę, że sobie poradzę.


Rozdział 8


    Molly ciężko pracowała w stajni. Widłami wybierała brudne siano w boksie Kalipso.
    - Może i nigdy więcej nie pojadę konno, ale mogę jeszcze wysprzątać stajnię, jak tylko najlepiej potrafię - powiedziała do siebie,
    I przerzuciła widłami na czerwoną taczkę kolejną wielką stertę siana.
    Jej klacz stała markotna w kącie, zasmucona tym, co usłyszała. Nie chciała zawieść zaufania Molly. Bardzo pragnęła znaleźć sposób, w jaki mogłaby pomóc Molly.
    Nagle obie usłyszały ryk silnika i zobaczyły, jak odjechała przyczepa.
    - Dobrze, pojechali - powiedziała Molly. - Jestem bez szans. 
    Próbowała sobie wmówić, że podjęła właściwą decyzję, ale nie bardzo jej się to udawało. Wsadziła widły do taczki, złapała za rączki i pociągnłęa taczkę, żeby wyjść na zewnątrz stajni. Kalipso patrzyła na nią smutno ze swojego boksu.
    W tym momencie na drogę Molly padły cienie. To była Sara i osiodłana Scarlet.
    - Sara? - powiedziała Molly, zaskoczona, że widzi swoją przyjaciółkę. - Dlaczego nie pojechałaś na zawody?
    - Wolałam pojeździć z tobą - odpowiedziała Sara i podeszła do niej.
    Molly zamrugała oczami.
    - Tak? - zapytała, wzruszona propozycją Sary. Ale znów zaczęła odczuwać strach. - Cóż, to się nie powinno zdarzyć - powiedziała i przecisnęła się z taczką obok Sary.
    Sara otworzyła usta ze zdziwienia.
    - Molly, zaczekaj! - zawołała i pobiegła za nią. Złapała ją na zewnątrz. - Nie powinnaś tak łatwo rezygnować.
    Molly obróciła się.
    - Czy spadłaś kiedykolwiek z konia i wylądowałaś tak mocno, że nie mogłaś złapać oddechu? - powiedziała ze złością. - To naprawdę może wystraszyć!
    Sara położyła rękę na ramieniu Molly, próbując ją pocieszyć.
    - Wiem, ale... Myślę, że musisz pokonać swój strach.
    Molly zdjęła rękę Sary ze swojego ramienia.
    - Naprawdę? A co ty o tym wiesz? - Molly wątpiła, ale powoli zdawała sobie sprawę, że przyjaciółka miała rację. - Czy kiedykolwiek bałaś się czegoś tak bardzo?
    Sara na chwilę zamyśliła się. Wbiła wzrok w ziemię.
    - Właściwie to tak - powiedziała cicho.
    Przypomniała sobie coś. Kiedy miała osiem lat, codziennie chodziła do szkoły łądną ulicą, która biegła wzdłuż liściastych drzew i ogromnych domów. Wyglądało to cudownie... Poza jednym domem, w którym był groźny i przerażający pies, tak wielki, jak dom, w którym mieszkał.
    Sara zawsze spóźniała się do szkoły, ponieważ bała się tego psa. Gdy przechodziła obok jego domu, wydawało jej się, że ów pies, który warczał i szczekał, przeskoczy wysoki, ceglany mur otaczający posiadłość. Ta myśl przerażała Sarę tak bardzo, że nie mogła przejść koło tego domu, nawet po drugiej stronie ulicy! Zawsze wybierała dłuższą drogę i dlatego się spóźniała. Pewnego dnia jej nauczyciel oznajmił, że jeśli jeszcze raz się spóźni, będzie miała duże problemy. Sara nie wiedziała, co zrobić. Jeśli miałaby się nie spóźnić do szkoły, musiałaby pojechać limuzyną, a tego nie znosiła. Nie chciała, żeby inne dzieci pomyślały, że zadziera nosa.
    Dlatego zdecyodwała, że czas stanąć oko w oko ze swoim lękiem.
    O przerażającym psie, którego się bała, powiedziała tacie. Tata obiecał, że następnego dnia odprowadzi ją do szkoły. Gdy zbliżali się razem do wielkiego domu, Sara zatrzymała tatę. Chciała sama zmierzyć się ze swoim strachem. Oczywiście, uspokajała ją myśl, że tata jest blisko i wspiera ją na duchu.
    - Spokojnie, Saro. Jestem tutaj, jeśli mnie potrzebujesz - powiedział do niej tata.
    - Dziękuję, tatusiu - odpowiedziała Sara. Wzięła głęboki wdech i powiedziała: - Muszę to zrobić.
    Sara ruszyła w stronę wielkiego domu. Solidna żelazna bramę dźwięczała, gdy pies wskakiwał na nią po drugiej stronie, szczekał głośno i bez końca. Wtedy Sara zdobyła się na odwagę i wspięła się, żeby zerknąć ponad murem.
    Była zaskoczona! Wielki pies okazał się małym białym pudelkiem, który potwornie szczekał! Sara zaczęła się śmiać. Była bardzo szczęśliwa, że pokonała własny strach.
    Niestety, gdy Sara skończyła swoją opowieść, Molly nie była zachwycona.
    - Cudowna historia. Będę następnym razem pamiętać, że boję się tylko szczeniaka - powiedziała do Sary. Chwyciła taczkę i ruszyła dalej.
    Sara podbiegła i zatrzymała ją.
    - Zrozum, opowiedziałam ci to wszystko, żebyś... Nie pokonasz swojego lęku, jeśli nie staniesz z nim twarzą w twarz. - Pomyślała przez chwilę. - Co byś powiedziała, żebyśmy poszły z końmi na spacer na pastwisko? Jeśli nie będziesz chciała jeździć, to trudno.
    Molly spojrzała na Sarę i zastanowiła się nad propozucją. W końcu się zgodziła.
    - Dobrze. Ale tylko na spacer.



Rozdział 9


    W wielkich górach daleko stąd rozciągało się zielone pastwisko, które zdawało się nie mieć końca.
    Molly i Sara kroczyły ze swoimi końmi przez bujną trawę, a ponad ich głowami płynęły puszyste, białe obłoki.
    - Bardzo tu ładnie - powiedziała Sara.
    - Całkiem, całkiem - zgodziła się Molly.
    Sara popatrzyła uważnie na przyjaciółkę.
    - Chcesz spróbować?
    Oczy Kalipso były pełne nadziei. Czy Molly była wreszcie gotowa, żeby znów pojechać?
    Molly wahała się, lecz po chwili pokręciła głową.
    - Jeszcze nie - odpowiedziała.
    - Na pewno? - Sara zapytała i postanowiła, że się zatrzymają. - Spacerujemy już trochę. Może jednak chciałabyś chwilę pojeździć? Na pewno pamiętasz, to łatwe. - Wsynęła stopę w strzemię i wsiadła na osiodłaną Scarlet.
    Wtedy Scarlet wzdrygnęła się z bólu.
    - Co jest, malutka? - zapytała zmartwiona Sara. Natychmiast zeszła z siodła. - Co cię boli?
    Potarła dłonią bok Scarlet. Gdy dotknęła jej brzucha, Scarlet zarżała z bólu. Sara przyłożyła ucho do końskiego boku i przysłuchiwała się z bliska. Gdy uznała, że nic nie słychać, przestraszyła się.
    - Najdroższa! - krzyczała. - To może być kolka! 
    Molly również się przejęła.
    - To może być naprawdę coś poważnego! - wołała. - Chyba musimy wracać.
    Sara pokręciła głową.
    - Nie mogę jechać na niej, gdy jest w takim stanie. Chyba nie powinnam wyprowadzać jej tak daleko. Wiesz, że może zacząć się rzucać i bić bez opamiętania kopytami. - Popatrzyła na Scarlet i znów na przyjaciółkę. - Molly, jesteś jedyną nadzieją dla Scarlet. Musisz szybko sprowadzić weterynarza. Musisz po niego pojechać! 
    Na twarzy Molly zarysowało się przerażenie.
    - Mam jechać? Ja? - spytała. - Żartujesz, prawda?
    - Ja nie żartuję, Molly. Wiesz, do czego może prowadzić kolka? - Sara nalegała. - Tylko popatrz na nią!
    Scarlet znów zadrżała i jęknęła. Jednakże tym razem nie mogła wytrzymać bólu i ugięły się pod nią nogi. Sara miała rację. Jeśli szybko nie zareagują, kolka może się okazać śmiertelna!
    - O, Scarlet! - wołała Sara, gdy uklęknęła przy niej na ziemi.
    Scarlet leżała na boku, wykrzywiona z bólu. Sara wpadła w panikę.
    - Może nawet trzeba będzie ją operować. Musi ją zobaczyć weterynarz! Teraz! - Wybuchła płaczem.
    - Molly, błagam! - prosiła i zalewała się łzami. - Tak się o nią martwię! 
    Molly popatrzyła na Sarę i Scarlet, i już wiedziała, co musi zrobić. Wzięła głęboki oddech i zdobyła się na odwagę.
    - Dobrze, jadę - powiedziała. Po czym spojrzała na Kalipso. -  To znaczy: jedziemy.
    Sara przestała na chwilę płakać i podniosła oczy z wyrazem ulgi.
    - Pojedziesz? Dziękuję ci!
    - Postaraj się nie martwić - powiedziała Molly, pocieszając Sarę. - Wszystko będze dobrze. - Poklepała Kalipso po boku. - Kalipso i ja się o to postaramy. 
    Kalipso zarżała, potwierdzając jej słowa. Była podekscytowana tym, że Molly zdecydowała się znów usiąść w siodle.
    Molly zatrzymała się, zanim wsiadła na Kalipso. W końcu wskoczyła na siodło.
    Kalipso była zachwycona, że znowu niosła Molly na swoim grzbiecie.
    - Jedź do doktora Marcina, prosto na wschód - pokazała kierunek Sara.
    - Dobrze, Saro. Przyprowadzimy go - obiecała Molly. - Możesz na nas liczyć.
    Sara otarła łzy.
    - Wiem, że mogę - powiedziała, patrząc, jak Molly jedzie przez pastwisko.
    Sara znów spojrzała na Scarlet. Bardzo jej współczuła i zastanawiała się, czy Molly zdołała dotrzeć do weterynarza i czy lekarz zdąży na pastwisko. 

Rozdział 10


    Sara pochyliła się nad Scarlet i pocałowała ją w nos. 
    - Pomoc jest już blisko - powiedziała do obolałej klaczy i jednocześnie drapała ją za uchem. - Przyjemnie ci? Ten masaż przyniesie ci ulgę.
    Scarlet zarżała na znak, że docenia trosę swojej pani.
    Następnie płaską dłonią i okrężnymi ruchami Sara pocierała brzuch Scarlet.
    - Właśnie tak - powiedziała Sara.
    Scarlet, której ból nieco się zmniejszył, uspokajała się.
    - Weterynarz jest już w drodze. 
    Poruszona Scarlet uniosła na chwilę głowę. Zarżała ze strachu.
    Sara westchnęła.
    - Scarlet, boisz się weterynarza? Kochana, nie ma się czego obawiać - uspakajała ją. - Wszystko będzie dobrze.
    Tak naprawdę Sara próbowała o tym przekonać samą siebie; przez jej twarz przebiegł cień smutku.
    Tymczasem Molly i Kalipso pędziły przez pastwisko i obie myślały tylko o jednym; żeby jak najszybciej znaleźć weterynarza. Wkrótce dotarły na skraj łąki. Molly ściągnęła cugle i zatrzymały się. Przed nimi było ogrodzenie, które ciągnęło się kilometr w jedną i drugą stronę.
    - Cóż, kochana - powiedziała Molly i poklepała bok Kalipso. - Bramki ani śladu. - Wzięła głęboki oddech. - Wydaje mi się, że nie mamy wielkiego wyboru. Musimy pokonać strach.
    Molly wpatrywała się w przeszkodę przed nią. Próbowała się uspokoić i skoncentrować.
    - Możemy to zrobić. Możemy to zrobić - powiedziała. Przypomnieła sobie, czego uczył ich Will na lekcji skoków. - Patrz przed siebie, pięty w dół, pochyl się do przodu, siedzenie do tyłu.
    Piętami szturchnęła Kalipso, popędziła ją naprzód i pognały kłusem w stronę przeszkody.
    Przeszkoda była coraz bliżej i bliżej...
    Molly i Kalipso były zdecydowane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej...
    Kopyta Kalipso oderwały się od ziemi...
    I pokonały przeszkodę!
    - Kochana zrobiłyśmy to! - cieszyła się Molly, gdy ściągnęła cugle. - Naprawdę to zrobiłyśmy!
    Molly zaśmiała się, a Kalipso zarżała. Molly czule poklepała Kalipso po szyi. Zrobiły to przecież razem.
    Po chwili ruszyły galopem, żeby znaleźć weterynarza. Było coraz mniej czasu!
    Chwilę później Molly zobaczyła duży budynek, przed którym był umieszczony szyld weterynarza. Nareszcie! Molly przywiązała Kalipso przy przeznaczonych do tego stojakach. Zanim weszła do środka, poklepała konia po nosie z wdzięczności.
    - Dobra robota, malutka. Dzięki za przejażdżkę - powiedziała do konia. - I dziękuję, że sobie ze mną poradziłaś.
    Kalipso zarżała, bo znowu była szczęśliwa. Tak się cieszyła, że Molly pokonała tę przeszkodę.


    W tym czasie na pastwisku Sara robiła co w jej mocy, żeby uspokoić i wyciszyć Scarlet.
    Nagle usłyszała dudnienie silnika i spojrzała w górę. Z góry zjeżdżała ciężarówka z platformą dla koni.
    - Udało się! Molly to zrobiła! - krzyczała Sara, a jej twarz rozpromieniła się. - Jest weterynarz!
    Na wspomnienie słowa "weterynarz" Scarlet znów zrobiła się niespokojna. Nerwowo rzucała głowę do tyłu.
    - Ciii... Cicho, Scarlet - mówiła uspokajająco Sara. Znów zaczęła drapać Scarlet za uszami. - Teraz ty musisz pokonać swój strach. Tak jak radziłam Molly. Dasz radę. Pozwól lekarzowi, żeby ci pomógł.
    Podniosła się i pomachała w stronę nadjeżdżającej ciężarówki. Gdy Sara ją zobaczyła, poczuła ulgę. Pomoc nareszcie dotarła!


  Rozdział 11


    W stajni panowało zamieszanie. To był fascynujący dzień zarówno dla koni, które brały udział w zawodach, jak i dla tych, które zostały na ranczu.
    Shep wszystkich popędzał.
    - ...I wtedy Molly i Kalipso znalazły weterynarza, a on sprowadził Scarlet tutaj - tłumaczył Shep i machał ogonem. - Ominęło was najciekawsze! 
    - To ciebie, zdyszany psie, ominęło najciekawsze! - powiedział Chili i z wyższością odrzucił głowę do tyłu. Przed jego boksem wisiała lśniąca czerwona rozeta. - Wygraliśmy zawody! Więcej rozet w kucykowie! - rżał, dumny z siebie.
    Pepper wychyliła się ze swojego boksu i pokiwała głową. Ona także przywiozła z zawodów czerwoną rozetę.
    - Cóż, wybaczcie - odpowiedział Shep - widzę, że zdobycie dwóch czerwonych rozet jest ważniejsze niż to, że Scarlet była bliska śmierci - spojrzał surowo na Chili i Pepper.
    Wtedy Teeny podeszła do boksu Kalipso. Rozpierała ją energia, więc ciągle podskakiwała.
    - Hura! Hura! Kalipso jest bohaterką! Uratowała Scarlet! - śpiewała radośnie mała świnka. - Była cudowna! Uratowała jej życie! 
    Kalipso pokręciła głową.
    - To nie ja. To weterynarz - mówiła.
    - No tak, ale gdyby nie ty, lekarz nie dotarłby na czas - zauważył Shep.
    Kalipso spojrzała w stronę boksu Scarlet. Arabka wyglądała znacznie lepiej niż wcześniej.
    - Dziękuję ci, Kalipso - powiedziała Scarlet z wdzięcznością. - Nie powinnam ukrywać przed wszystkimi swojego bólu. Tylko bardziej cierpiałam. I tak musiało się to skończyć wizytą weterynarza.
    - Już dosyć o Scarlet i Kalipso! - poskarżył się Chili. Był zazdrosny, że to właśnie one skupiły uwagę pozostałych. - Zdobyły rozety? Nie!
    Button mrugnęła okiem.
    - A dacie je innym? - zapytała Chili. - To jednak nie wy zdobyłyście błękitną rozetę za pierwsze miejsce, tylko Aztek.
    - Wspaniale! - powiedziała Kalipso; była pod wrażeniem.
    Scarlet popatrzyła na Azteka.
    - Dlaczego nam nic nie powiedziałeś? - spytała.
    - To nic wielkiego - odpowiedział zawstydzony Aztek.
    - Jeślibyście mnie zapytali, to bym wam powiedział, że prawdziwymi bohaterkami dzisiejszego dnia są Kalipso i Molly.
    Wszystkie konie zarżały na znak, że się z tym absolutnie zgadzają - tylko nie Chili i Pepper.
    W końcu niektórzy nigdy się nie zmieniają...


Rozdział 12


    Słońce powoli zachodziło za górami i rzucało na Kucykowo przepiękny, ognisty blask.
    Wszystkie dzieci zgromadziły się przy ogrodzeniu i wspominały to, co wydarzyło się w ostatnie dni.
    Niektórzy usiedli na barierce, inni się o nią oparli, a Sara przysiadła na stogach siana. Angora zwinęła się w kłębek przy jej nogach, a Teeny przycupnęła tuż przed nią. Sara drapała śeinkę za uszami. Teeny była tym zachwycona.
    - Mówię wam, ta dziewczyna była zadziwiająca! - powiedziała Sara i promiennie się uśmiechnęła się do przyjaciółki. - Dzięki, Molly. Jesteś genialna! 
    Molly zawstydziła się.
    - Ale to przecież ty mi pomogłaś pokonać mój strach - przypomniała Sarze. - Na pewno będę się jeszcze w życiu czegoś bać, ale teraz pewnie lepiej sobie z tym poradzę.
    - Miło słyszeć, że wróciła ci chęć do jazdy - powiedziała Sara.
    Bailey i Alma zgodzili się. Doceniali odwagę i zdecydowanie Molly. 
    Jednak Chloe i Zoey w ogóle się tym nie przejęły.
    - Bardzo wzruszające - Zoey przewróciła oczami.
    - Tak się wzruszyłam, że może sama spróbuję pokonać jakiś swój lęk - powiedziała drwiąco Chloe.
    Bailey i Alma popatrzyli po sobie i wzruszyli ramionami z rezygnacją. Molly wzniosła oczy do nieba. Przyzwyczaiła się już do takich zachowań Chloe. Tymczasem Teeny obejrzała się, żeby sprawdzić, dlaczego Sara przestała ją drapać za uchem. Stanęła na tylnych nóżkach, a przednią usiłowała szturchnąć Sarę. Dziewczynka nie reagowała, więc świnka usiadła na pupie, a przy okazji na samym... ogonie Angory.
    - Auć! - krzyknęła kotka, wyskakując w powietrze.
    Ten krzyk przestraszył Chloe tak bardzo, że spadła z barierki na plecy.
    - Nieee! - krzyknęła Chloe, machając wściekle rękami.
    Plusk! Chloe wpadła prosto w wodę!
    Wszyscy się odwrócili, żeby zobaczyć, co się stało. Nie mogli w to uwierzyć. Chloe była kompletnie mokra.
    - Hej, Chloe, czy to był właśnie jeden z twoich lęków? - zakpiła sobie Alma.
    Wszyscy się roześmiali.
    Jednak Chloe nie widziała w tym nic śmiesznego - ani trochę.


Rozdział 13


    Kilka dni później jeźdźcy znowu trenowali skoki. Molly i Kalipso pojechały tym razem jako pierwsze i pomyślnie oddały pierwszy skok nad przeszkodą z trzech wysokich poprzeczek. Wszyscy je oklaskiwali.
    - Świetnie, Molly! Jesteś coraz lepsza - powiedział Will zachęcająco.
    - To było wspaniałe! - dodała Sara. - Rewelacyjny skok!
    - Brawo, Molly! - wołała Alma.
    Molly i Kalipso były z siebie dumne. Wiele przeszły, zanim stały się gotowe tego dokonać.
    Przy wejściu na plac Shep, Teeny i Angora przyglądają się jeźdźcom.
    - Czy Molly już nauczyła się skakać? - zapytała Teeny.
    Shep skinął głową.
    - Nauczyła się o wiele więcej - odpowiedział. - Wie teraz, co zrobić, kiedy się czegoś boi.
    - Ojejku, to cudownie! - zawołała Teeny. - Ja też! Ja też! Od dzisiaj będę pokonywać mój strach.
    - Dobra myśl - powiedziała Angora do świnki. - W takim razie ja również.
    Zdumiona Teeny odwróciła się do Angory.
    - Chcesz powiedzieć, że zgadzasz się z czymś, co ja powiedziałam?
    Nie mogła uwierzyć własnym uszom.
    - Taaa - powiedziała Angora. - Ponieważ jedyne, czego się obawiam, jest to, że znów usiądziesz na moim ogonie. Ale póki patrzymy sobie w twarz, nie możesz mi tego zrobić! 
    Angora była bardzo zadowolona ze swojego pomysłu... do czasu, gdy Jimer przechodzi tuż obok i przypadkiem następuje na koci ogon.
    - Auć! - krzyknęła Angora i znów podskoczyła.
    - Auuu - powiedział Shep. - Chyba wygląda na to, Angoro, że musisz patrzeć w dwie strony jednocześnie.
    Angora popatrzyła z wściekłością na Shepa.
    - Bardzo śmieszne - powiedziała z przekąsem.
    Chyba Angora będzie musiała znaleźć inny sposób na przezwyciężenie swojego strachu. Być może Molly będzie mogła jej dać kilka wskazówek... 

    
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz